Gdzieś tam na morzu, gdzie słońca już nie ma,
Płynie nasz okręt bez żagli, bez steru.
Mgła taka gęsta, że grzęzną w niej słowa,
Dwie mile dalej zginęło już wielu.
Tutaj na rafie przyjdzie marnie zginąć,
Całą załogą do piekła zawitać.
Skały tną statek, jakby był z papieru,
Woda pochłania nasz dorobek życia.
Gdy mgłę rozwiewał poranny wiaterek,
Ani okręty nie było, załogi.
Żegnaj Kochana, już się nie spotkamy,
Przecież do piekła nie wiodą Twe drogi.