Hej, chodźcie bracia, a opowiem
Historię z tawernianych sal,
A mądrej głowie dość dwie słowie,
Więc morał każdy znajdzie sam.
Ref.: Whisky, whisky, Nancy whisky,
Whisky, whisky, Nancy ooo...
W tawernie, chyba gdzieś pod Glasgow,
Ujrzałem Nancy pierwszy raz,
Niejeden ponoć przez nią sczeznął,
Niejeden może, lecz nie ja.
Z tą myślą, pełen głupiej dumy,
Niepomny mamy dawnych rad,
Ująłem Nancy jak najczulej,
Bo, wiecie, był to pierwszy raz.
Nad ranem, czyli w środku nocy,
Gdy głową targnął pierwszy ból,
Z trudem otworzyłem oczy,
Ujrzałem Nancy u mych stóp.
Nie powiem, czegom dowieść zdołał,
By dziesięć schodów przebyć - och!
Szesnaście pensów - taki morał,
Minutę później byłem zdrów.
Od tego dnia wciąż jestem z Nancy,
Gdziekolwiek idę - ze mną jest,
Rozłąki myśl mnie czasem dręczy,
Lecz nie wiem, czy się z nią rozstać chcę.
Gdy dziś ją pieszczę i całuję,
To widzę jak jest bliska mi,
Choć wokół wszyscy wciąż mi mówią:
"Skończ już chłopie z Nancy Whisky."
Posłuchaj Bracie, coś Ci powiem,
Co rzeknę, pod rozwagę weź:
"Unikaj Whisky, Nancy Whisky,
Zrujnuje Ciebie, zrujnuje mnie."