Jego Bogiem wiatr był zawsze,
Gdy do niego dłonie żagli składał.
Rzekłbyś - "Pewnie na wiatr rzuca słowa" -
Nie, on z Bogiem gadał.
Jego Bogiem ląd był zawsze,
Gdy strudzony na piach jego padał.
Rzekłbyś - "Pewnie strach obleciał człeka" -
Nie, on z Bogiem gadał.
Jego Bogiem dom był zawsze,
Gdy wróciwszy do ścian twarz przykładał.
Rzekłbyś - "Pewnie coś go trapić musi" -
Nie, on z Bogiem gadał.
I tak czcił trzech swych Bogów,
Choć wiatr był wysoko, a brzeg gdzieś daleko, na którym stał dom.
Lecz zapomniał żeglarz o tym czwartym Bogu,
Który był tuż obok i los w ręku miał...
A tym Bogiem morze było,
Błąd swój pojął, gdy już w otchłań wpadał.
Wołał, prosił, lecz Bóg nie rozumiał,
Czemu?... Z nim nigdy nie gadał...