Na weekend majowy zabraliśmy naszego 2,5 letnigo synka na żagle. Założyliśmy mu kamizelkę, przypięliśmy do jachtu i ... na Bornholm.
Nasz jachcik to coś wielkości Carterka - Shanta 900 z Kołobrzegu, jacht może nie najtańszy na rynku, ale za to prawie nowy i nieźle utrzymany. Więc nie było żadnych problemów z elektroniką i silnikem.
Jeżeli chodzi o Szymka, to poradził sobie z nas wszystkich najlepiej, poprostu jak mu było niedobrze i raz zwymiotował, to się położył spać. Z koi wyszedł po około 18 godzinach, bo tyle nam zajął przelot na Bornholm do Aarsdale. Gdy sie budził to mama mu mówiła, że jak go "boli brzuszek" to niech sobie leży i zamknie oczka. Tak właśnie wyglądał etap na Bornholm.
Z kilku godzinnymi przelotami pomiędzy duńskimi porcikami, mały radził sobie równie dobrze... szedł spać. W drodze powrotnej mimo stwierdzenia "Tata - buja tu", młody chodził pod pokładem, a jak mu było nie dobrze, to poprostu przyjmował pozycje horyzontalną.
Cały rejsik przebiegał w dość trudnych warunkach, bo wiatr wiał od 6-8 `B, a temperatura w dzień nie przekraczała 12-15`C. Takie warunki daly nam dość bardzo w kość, zwłaszcza że jachcik ważył niewiele powyżej 3 ton.
Szymek wzbudzał ogólne zaintersowanie na wyspie i wywoływał uśmiechy na twarzach. Załoga też jakoś się przystosowała do dziecka na pokładzie, które np. potrafiło zrobić nam wszystkim pobudkę o świcie, mimo że wieczorem przegraliśmy niejednego robberka.
Tak więc, dziecko na pokładzie jachtu daje sobie radę, tylko trzeba wybrać odpowiedni jacht, akwen i czas pływania.
pozdrawiam serdecznie
Paweł Banaszczyk